11 maja 2013

10. Kilka spraw do wyjaśnienia

Życie – to wojna i przystanek chwilowy w podróży.”
-Marek Aureliusz-


ZASKAKUJĄCE POKONANIE MUGOLI! PREMIER SIĘ PODDAŁ!
Jak wiemy z naszych sprawdzonych źródeł. Mugolski premier poddał się w walce z nami. Nie znamy oficjalnej przyczyny tak nagłej zmiany zdania. Jednak nasze nieoficjalne źródła donoszą, że ręce w tej sprawie maczał Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Na ten moment nie znamy szczegółów sprawy, jednak prawdopodobnie Samie wiecie kto zastraszył rodzinę premiera zmuszając go tym samym do zrezygnowania z wojny. Przepuszcza się, że Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zaproponował mu odwet na nas w późniejszym czasie, kiedy to posiądzie realną władze. Więcej informacji dostarczymy w najbliższym czasie.


Lily ponownie spojrzała na wymiętą kartkę spoczywającą w jej dłoni. Za każdym razem kiedy czytała artykuł miała wrażenie, że to jakiś sen. Niestety rzeczywistość głośno pukała w jej głowę. Nie wiedziała czy lepszym rozwiązaniem w tej sytuacji będzie płacz czy może głośny śmiech.
Jaki normalny czarodziej napisałby taką bzdurę? Voldemort kogoś szantażuje, jakby nie wystarczyło użyć różdżki. To niedorzeczne” cały czas powtarzała to sobie w myśli, jednak mówiąc to nagłos wszyscy śmieli się z niej. W końcu po tą są media, by sprawiać że społeczeństwo staje się głupie.
Właśnie dlatego panna Evans siedziała teraz nad brzegiem jeziora wpatrując się w przestrzeń. Siedzenie w pokoju wspólnym i słuchanie o niedorzecznych teoriach huncwotów sprawiało, że Lily nie miała na nic ochoty. Biblioteka też nie była tak wspaniałym miejscem jak niegdyś. Widok miliona książek i uczniów pilnie studiujących każdy wers wprawiał ją w szaleńczy natłok myśli.
Jednak nad jeziorem było spokojnie. Lekki wiatr falował wśród liści sprawiając że nie było słychać niczego innego. Lily lubiła czuć się tak jak teraz, była sprzężona z naturą, czuła to co ona, mogła na chwilę przestać myśleć o czarodziejskiej polityce.
Słysząc czyjś głośny oddech za swoimi plecami nie dała po sobie poznać, że wie o czyjejś obecności. Siedziała dalej patrząc w wodę na odbicie ciemnej postury. Kiedy usiadł obok niej odrazy wiedziała kto to jest, zapach lawendy, którą zawsze nakładał na włosy, by było mniej tłuste dotarł do jej nozdrzy. Nie chciała jego obecności. Nienawidziła go, pomimo wszystkiego co razem przeszli w tym momencie gardziła nim.
  - Możemy porozmawiać? - zapytał cichym szeptem, jakby bojąc się że ona to usłyszy. 

 - Nie.

Lily sama się zdziwiła twardością wypowiedzianego słowa. Spojrzała na swojego rozmówce oczami pełnymi wściekłości i nienawiści.
     - Nie zbliżaj się do mnie więcej – powiedziała widząc jego zmieszanie na tak gwałtowną odmowę.
  
Podniosła się z wilgotnej ziemi i w ubraniu ubrudzonym błotem ruszyła w stronę zamku.
  - Lily, proszę – usłyszała za sobą ciche wołanie. 

Zaśmiała się w duchu. Dopiero po tej krótkiej rozmowie z nim zdała sobie sprawę, że Syriusz miał rację. Jej przyjaciel stał się Śmierciożercą, a Dumbledore doskonale o tym wiedząc toleruje go w swojej szkole.


W pokoju wspólnym było pełno ludzi. Część siedziała w grupkach głośno się śmiejąc, kilkoro otoczyło się książkami. Jednak pomimo tego tłoku Lily nigdzie nie mogła dostrzec Dorcas ani Ann. Wzruszyła ramionami i skierowała się w stronę dormitorium.
W małym pokoiku było pusto, po zamknięciu drzwi zanikł hałas i nastała błoga cisza. Panna Evans rzuciła się na swoje uszko i lekko przymknęła oczy. Już była bliska poddaniu się przyjemności jaką był sen, kiedy przypomniało jej się o nieodrobionej pracy na jutrzejszą transmutację. Skutek był natychmiastowy. Zerwała się z łóżka i z wielkiej skrzyni wyciągnęła zwój pergaminu, atrament i pióro. Z szafki zdjęła ciężką książkę i zaczęła wertować strony, aż natrafiła na tą której szukała. Pogrążyła się w lekturze.

Lil pisała ostatnie zdania wypracowania. W głowie miała już ułożone idealne zakończenie, jednak nie było dane jej przenieść je na kartkę. Drzwi do dormitorium się otworzyły.
  - Lilka! Szukaliśmy cię! - krzyknęła czarnowłosa dziewczyna w momencie ujrzenia swojej przyjaciółki. 

 - Jestem tu od dwóch godzin – odpowiedziała Ruda, wracając do pergaminu i idealnego zakończenia. 
  - Ale wcześniej cię nie było, przeszukaliśmy cały zamek i błonia, a ty odrabiasz pracę domową. 
  - Tak wiem, życie bywa brutalne.
  - Lily Evans i jej czarny humor – odparła Dorcas – A tak serio to Huncwoci wymyślili co zrobić z tą całą sprawą. 

 - To oni myślą? - odparła sceptycznie Lily, jednak widząc minę przyjaciółki zreflektowała się mówiąc że jest ciekawa na co wpadli bożyszcze Hogwartu. 

 - A więc. Zgodnie stwierdzili, że muszą iść do Hagrida. No bo wiadomo, Hagrid jak to Hagrid lubi czasem powiedzieć za dużo, więc właśnie dlatego chłopcy okupują teraz jego chatkę by dowiedzieć się czegoś na temat działalności Dumbledore, która jak założyli nasz kochany dyrektor na pewno prowadzi.

  - Myślałam, że wymyślą coś gorszego – stwierdziła Lily, wybierając jak najbardziej wiarygodne kłamstwo, gdyż skupiła się na kończeniu wypracowania, choć i tak idealne zakończenie zniknęło gdzieś w otchłani jej mózgu.

  - Też się zdziwiłam, że wpadli na coś takiego. Powiedzieli jeszcze, że mamy na nich nie czekać bo pewnie wrócą późno, więc opowiedzą nam wszystko rano. Ale wiesz co? Ja myślę, że oni chcą walczyć, w razie wybuchu wojny nie chcą stać bezczynnie, chcą zabijać...
  - Wiem, nie chcieli tego głośno powiedzieć, ale chcą tego. Bohaterskiej walki, najlepiej takiej podczas której zginą.
  - Nie pozwolimy im na to, prawda?
  - Nie, nie pozwolimy.
Dorcas uśmiechnęła się lekko – Wiesz ja tu właściwie przyszłam spać – odparła po chwili milczenia.
  - To dobranoc.


Kiedy Dorcas położyła się do łóżka, Lily postanowiła zejść na dół i poszukać swoich rzeczy, które wcześniej tam zostawiła.
Leżały na kanapie przed kominkiem, dokładnie w tym samym miejscu w którym je zostawiła.Zgarnęła torbę i ruszyła w stronę schodów do dormitorium.
W połowie drogi usłyszała, że ktoś się zbliża. Poznała po głosach, że to Huncowci. Na chwilę zamarła w miejscu zastanawiając się czy zostać i posłuchać o planach Dumbledore. Doszła jednak do wniosku, że nie chce wiedzieć. Nie chce mieć pewności, że to co podsuwa jej wyobraźnia to prawda, chciała mieć nadzieje nawet jeśli ta nadzieja miała zostać jutro zniszczona.

Szybko pobiegła po schodach w górę. Otworzyła drzwi do dormitorium i schowała torbę do szafki. Przysiadła na swoim łóżku zastanawiając się czy nie wrócić na dół.
   - Lily? - wyrwał ją z zamyślenia szept Dorcas.
  - Hmm?
  - Wiesz co ja myślę o tym wszystkim? - zaczęła - .. Jesteśmy tu i teraz. Na razie wojna nam nie grozi, więc musimy zacząć cieszyć się z tego co mamy, a nie zamartwiać się na przyszłość.
Lily spojrzała na przyjaciółkę z uśmiechem. Wiedziała że Dor ma rację i postanowiła skorzystać z jej planu.

Napisałam. Rozdział 10! 
Ciągle nie mogę w to uwierzyć, że on tu jest. Myślę, że teraz będzie lepiej, w końcu zdarzają się wzloty i upadki. A po każdej burzy wychodzi słońce. No ja mam nadzieje, że moją burzą była ta długa przerwa.
Kolejny rozdział myślę, że dodam w ciągu dwóch tygodni, pod warunkiem, że nauczę się systematyczności i będę zaglądać do rozpoczętego rozdziału 11 co jakiś czas by stopniowo go kończyć. ;)

Obserwatorzy